środa, 12 marca 2014

Rozdział 1

   Czekałam w szpitalnym korytarzu, a moje zdenerwowanie i sam fakt, że co chwile podchodziłam do pielęgniarek, żeby wyciągnąć jakieś informacje strasznie je irytował. Jednak gdy ktoś od kilku godzin odpowiadał mi tą samą formułką to każdy by zaczął choć w małym stopniu wariować. Tym bardziej, że jakaś starsza pani cały czas mnie upominała, gdy lekko tupałam o szpitalną posadzkę. Jednak gdy jej wnuczek który siedział koło mnie cały czas robił głupie miny i z moich obserwacji wywnioskowałam, że chyba zainteresował się moimi włosami.
    Moje przemyślenia o tym kiedy ten mały skubaniec będzie chciał się bawić w fryzjera, a jego głównym narzędziem będzie guma do żucia, przerwał chłopak wychodzący z gabinetu pani Moor. Strasznie przystojny chłopak. Jego ciemne, aż kruczowate włosy postawione na górę perfekcyjnie zgrywały się z lekkim zarostem. Jego ciemna bluzka świetnie się napinała na jego klatce piersiowej, a kurtka uzupełniała się z nim doskonale.
   Ej - Pisnęłam gdy poczułam, że coś znalazło się na moich włosach. Czarnowłosy spojrzał się na mnie i lekko się zaśmiał. To nie było przyjazne, a raczej jakby coś go rozśmieszyło. Nasze oczy się spotkały na sekundę. Muszę przyznać, że od tej chwili cofam, że uważałam,  że Rob ma najpiękniejsze oczy na Ziemi. Zdecydowanie oczy tajemniczego przystojniaka wygrały. Po chwili zniknął mi z oczu.
      Usłyszałam chichot z mojej prawej strony. Ten mały rudzielec także się ze mnie śmiał. Szlag mnie zaraz trafi jeśli on zaraz nie wyjdzie z tego miejsca. Wiadomo po kim odziedziczył smarkacz charakter.
 - Z czego śię śmiejesz pacanie? - No dobra, może to nie był ton dla 6 - letniego dziecka, ale miałam go serdecznie dość. Szybko spoważniał, aż za szybko. Coś było zdecydowanie nie tak.
- Możesz mi oddać gume, bo jest moja - Co do cholery? Jaka guma...ah tak mały fryzjer się znalazł. Prychłam i już chciałam pójść do łazienki, kiedy zobaczyłam uśmiechniętą twarz lekarki mojej mamy i już nie miałam nawet szansy. Ale cóż, może jego dokonanie będzie nowym krzykiem mody..kto wie.
     Wzięłam ze sobą torebkę, a pani Trish zaprosiła mnie do pokoju ruchem ręki. Muszę przyznać, że było tu nawet przyjemnie. Na prawej ścianie o lekkim beżowym odcieniu znajdował się certyfikat, liczne dyplomy i inne rzeczy dowodzące, że była żywym przykładem, że na świecie mogą być jeszcze jacyś profesjonaliści. Mimo, że widać, że zna się na tym co robi to także bardzo ją lubiłam. Ona postarałasię aby moja mama miała możliwość operacji tutaj za co byłam dozgonnie wdzięczna.
  - Usiądź kochanie - Uśmiechneła się, a szybko spełniłam jej prośbę - Przepraszam, że tak długo musiałaś spędzić czasu w poczekalni, ale niestety mój syn ostatnio stał się nie co nieznośny i mieliśmy nie co do obgadania - Kiwnełam, że rozumiem - Wiec, co do twojej mamy, to badania zostały wykonane, a teraz śpi. Nie ma sensu, abyś tu przesiadywała. Jednak mam prozpozycje i nie przyjmuje odmowy - Zaśmałam się. Naprawdę pozytywna kobieta.
- Jaką proszę pani? - Spytałam
- Mów mi po prostu Trish, dobrze? - Spojrzała na mnie, a po chwili wróciła do sortowania jakiś kartek - Wiem, że teraz masz trudno. Tata w innym kraju, mama w szpitalu, ale jak wiesz uwielbiam twoją mamę i muszę przyznać, że stała się dla mnie o wiele więcej niz pacjentką, a ty jesteś dla mnie jak córka. Znam was od kilku lat, a przynajmniej twoją mamę, która często tu bywała, aby dokańczać różne formalności. Często się spotykałyśmy i nie chciałabym aby twoja edukacja nawet minimalnie na tym ucierpiała. Twoja mama odmawiała, ale muszę przyznać nie dawałam spokoju. Powiem wprost, zamieszkasz u mnie.
 Co do cholery?

1 komentarz:

  1. Uuuuuuuu !
    Świetny propozycja !
    Ty i przystojniaczek w jedny domu ! <3
    Coś się kroi !

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy